Świadectwa

Świadectwo Ewy

Wiosną 2019 roku wydarzyło się coś, co wtedy wydawało mi się tylko zaproszeniem do pomocy, a dziś widzę, że było początkiem jednej z najważniejszych historii mojego życia. Ks. Dariusz Talik, obecny rektor św. Wojciecha (a wtedy duszpasterz akademicki w Kościele św. Anny w Krakowie), poprosił mnie, żebym weszła w skład komitetu organizacyjnego Spływu Stulecia — wielkiego wydarzenia planowanego na 2020 rok, w setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły.
Pamiętam, jak go słuchałam: z jednej strony małe przerażenie — „przecież ja nawet nie umiem pływać na kajaku! A co dopiero 1000 osób?” — a z drugiej entuzjazm, że może wydarzyć się coś naprawdę pięknego. Marzyliśmy, żeby tysiąc studentów popłynęło jedną z rzek, którymi pływał młody ksiądz, biskup i kardynał Wojtyła. Rzekami, które były dla niego przestrzenią wolności, modlitwy i bycia z ludźmi. Włożyliśmy w to ogrom pracy, serca i nadziei.
I wtedy przyszła pandemia. Spływ został odwołany. Pamiętam tamten moment — jakby ktoś zgasił światło tuż przed wejściem na scenę. A jednak dziś widzę, że to nie był koniec. To był początek czegoś większego, czego nie byliśmy w stanie wtedy przewidzieć.
Bo od 2021 roku, co roku, 9–15 lipca, płyniemy. Nie muzealnie. Nie pomnikowo. Tylko naprawdę — tak, jak on. Z wysiłkiem, ciszą, śmiechem, modlitwą, wspólnotą i zachwytem nad naturą. Co roku inna część rzeki lub jezior. Co dwa lata nowa baza biwakowo‑noclegowa. A uczestnicy? W każdym wieku — studenci, dorośli, małżeństwa z dziećmi. Ludzie, którzy chcą przeżyć coś więcej niż wakacje.
Dla mnie to jest najpiękniejszy tydzień roku. Czekam na niego jak na oddech. Jak na powrót do miejsca, w którym człowiek naprawdę czuje, że żyje. I jestem wdzięczna, że mogę być częścią tej historii — która miała być jednorazowa, a stała się czymś, co trwa i rośnie. Jeśli ktoś z Was też płynął — napiszcie swoje wspomnienia. A jeśli nie… może kiedyś spotkamy się na wodzie.

Ewa

Świadectwo Sylwii

Kolejna edycja spływu, kolejne wezwanie do służby najprostszej przez podanie kromki chleba. Od pierwszego spływu towarzyszą mi słowa Jezusa: „Wy dajcie im jeść” (Mt 14, 16). Ta Ewangelia była odczytywana w dniu kiedy miałam dać odpowiedź czy wchodzę w to dzieło, gdy zrodził się pomysł organizacji pierwszego spływu.
Te same słowa w wielu sytuacjach podtrzymują mnie na duchu w sytuacjach nieprzewidzianych i trudniejszych, ale też tych pięknych i radosnych. Pan prowadzi dając chleb nawet w sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych – w momencie wielkiej ulewy uniemożliwiającej rozpalenie ogniska by ugotować posiłek, a wszyscy zmarznięci, przemoczeni i głodni – 140 osób do nakarmienia… Bezradność otwiera na przyjęcie Bożej dobroci i życzliwości ludzi – jest już dość późny wieczór, nasz dostawca jeździ po wszystkich swoich sklepach w okolicy, przywozi z nich chleb i coś na kanapki, mamy też wrzątek dzięki proboszczowi na ciepłą herbatę…
Wzruszające! Takich historii mogłabym opowiedzieć mnóstwo, dlatego zapraszam na dyżury do kuchni! To okazja do długich opowieści przy przygotowywaniu posiłków dla Wspólnoty 🙂

Sylwia

Świadectwo Romka

Rok 2021 był rokiem wielkich zmian w moim życiu: miejsca zamieszkania, pracy, etapu życia i jak się później okazało również etapu wiary. Po burzach decyzji, emocji, roztargnień, pytań o życie i powołanie, szukałem jakiegoś stałego punktu odniesienia, który jak latarnia na wzburzonym morzu, stałby się miejscem zarówno stabilnego celu na tamten czas, jak również przestrzenią wytchnienia i poszukania odpowiedzi na pytanie: Kim Jestem i dokąd zmierzam?
Nosząc w sobie to pragnienie trafiłem na wpis na Facebooku dotyczący Spływu 100-lecia z okazji urodzin św. Jana Pawła II. Od razu odczułem że to zaproszenie jest skierowane do mnie, tym bardziej że bardzo bliska jest mi postać Karola Wojtyły, co więcej znając jego biografię wiedziałem, że sam przechodził przez różne dylematy życiowe a natura była dla niego zawsze miejscem poszukiwania źródła i Bożej Obecności.
Kiedy po Eucharystii w Kościele św. Wojciecha na krakowskim Rynku wyruszyliśmy w kierunku pociągu, nie znałem prawie nikogo. Ponad setka ludzi, kilka dni na drugim krańcu Polski (Spychowo), spotkanie z żywiołem rzeki oraz nieprzewidywalnością życia. Już pierwszy wieczór był zderzeniem z siłami natury a zarazem poczuciem wspólnoty, kiedy pole namiotowe zostało zalane, a w nas pojawił się niepokój: co dalej? I tak naprawdę to właśnie takie momenty zapraszają nas do wejścia w głębię historii naszego życia, w głębię naszych serc, w poczucie bezsilności a zarazem siły wspólnoty. Palące się pośrodku pola namiotowego ognisko stało się miejscem spotkań, z których zrodziło się nawet kilka przyjaźni na kolejne lata. Spływ był wtedy dla mnie nie tylko odpoczynkiem czy wyzwaniem, ale miejscem konfrontacji ze światem i sobą.
Jednak to co było najważniejsze, to Bóg pośród nas, w każdym geście pomocy, uśmiechu, rozmowie, współpracy, Eucharystii, wspólnym pielgrzymowaniu śladami Jana Pawła II. Czuć było Jego historię, często opowiadaną przez świadków podczas wieczornej gawędy, przy akompaniamencie gitary i trzasku palącego się drewna. Żal było wyjeżdżać z tej małej osady pośrodku lasu, która nauczyła nas zatrzymania się w Chwili Obecnej, bez pośpiechu, w milczeniu, wdzięczności i radości wspólnoty.
Co jednak najpiękniejsze, skończył się spływ, a zaczęły się jego owoce: czuwania przy relikwiach św. Marii Magdaleny, powstanie zespołu „Wojciech Band”, spotkania na kolacjach w Rektoracie św. Wojciecha czy wspólne wyjścia oraz inicjatywy „wojciechowej wspólnoty”. Dla mnie był to również początek przygody z poradnią Szpitala Domowego, w którym znalazłem miejsce na pomaganie innym. Jeden wypad na kajaki, obfitość łask i owoców po jego zakończeniu 🙂

Potem pojawił się kolejny spływ w Spychowie, a następnie Bory Tucholskie i rzeka Brda.  Miałem okazję też na nich być, choć o czas trzeba było zawalczyć. Każdy inny, każdy niezwykły, każdy z innymi zmaganiami, pytaniami a także owocami po. To co było zawsze to Wspólnota i radość, a w centrum Boża Miłość i personalizm, aby widzieć w drugim dobro i piękno, a przede wszystkim dar.

I choć miałem 2 lata przerwy, to w tym roku znowu pojawiło się pragnienie wspólnej przygody „wypłynięcia na głębię” z Karolem Wojtyłą. Choć przed nami jeszcze niecałe 2 miesiące, to już odczuwam radość i ciekawość, jak będzie tym razem, z kim przyjdzie mi dzielić kajak, fragment ziemi wokół namiotu, ciepłą strawę przy ognisku, wieczorne rozmowy, poranne modlitwy, troski życiowe i zachwyty urokami przyrody i codzienności.

Więc jeżeli szukasz sensu i „smaku życia”, to życzę Ci odwagi aby to urzeczywistnić i być może najlepszy krokiem do tego będzie wypłynąć razem z nami:)

Pozdrawiam,
Romek (3-krotny weteran spływowy;))

Świadectwo Agnieszki

Kiedy pierwszy raz jechałam na spływ kajakowy, towarzyszył mi ogromny stres. Nie znałam tam nikogo i bałam się, że sobie nie poradzę — zwłaszcza że wcześniej praktycznie nie pływałam kajakiem. Dodatkowo stresowało mnie też to, że cały wyjazd jest pod namiotami. Nigdy wcześniej nie byłam przekonana do takiego sposobu wyjazdu i zastanawiałam się, czy odnajdę się w takich warunkach.
Bardzo szybko okazało się jednak, że wszystkie moje obawy były niepotrzebne. Trafiłam na wspaniałych ludzi — pełnych życzliwości, cierpliwości i otwartości. Nikt mnie nie oceniał. Wręcz przeciwnie — dostałam ogrom wsparcia, pomocy i motywacji. Dzięki tym osobom z każdym dniem czułam się coraz pewniej, zarówno w kajaku, jak i po prostu wśród całej grupy.
Z czasem polubiłam nawet spanie pod namiotami. Dzisiaj właśnie to kojarzy mi się z prawdziwą przygodą, prostotą i wyjątkowym klimatem tych wyjazdów. Wieczory przy ognisku, śpiewy, tańce, wspólne rozmowy do późna — tego nie da się opisać słowami. Każdy dzień był przepełniony radością, śmiechem i piękną atmosferą. Bardzo ważnym elementem była też codzienna Eucharystia, która dawała pokój serca i sprawiała, że ten czas był czymś więcej niż zwykłym wyjazdem.
Najpiękniejsze jest jednak to, że relacje ze spływu nie kończą się po powrocie do domu. Z wieloma osobami utrzymuję kontakt przez cały rok. Powstały naprawdę piękne i wartościowe relacje, za które jestem bardzo wdzięczna.
W tym roku jadę już na czwarty spływ i myślę, że to najlepiej pokazuje, jak wiele te wyjazdy dla mnie znaczą. Każdy kolejny spływ mnie umacnia — duchowo, emocjonalnie i po prostu po ludzku. Można powiedzieć, że z każdym wyjazdem „odcinam kupony” — poznaję nowe osoby, buduję kolejne relacje i wracam bogatsza o nowe doświadczenia.
Ten spływ nauczył mnie też jednego: czasem najbardziej boimy się rzeczy, które później okazują się jednymi z najpiękniejszych doświadczeń w naszym życiu. Wracam z każdego takiego wyjazdu z ogromną wdzięcznością — za ludzi, dobro, rozmowy, wspólnotę i za to, że odważyłam się kiedyś pojechać mimo strachu.

Agnieszka

Świadectwo Mileny

Po raz pierwszy w Spływie Stulecia uczestniczyłam w 2022 roku. Do dziś zastanawiam się, jak to się stało, że zdecydowałam się na ten wyjazd. Nigdy nie byłam duszą towarzystwa, zawsze zdecydowanie wolałam spotkania sam na sam z drugą osobą niż w większym gronie. Pamiętam, że jadąc na Mszę Świętą rozpoczynającą spływ byłam przerażona i zastanawiałam się co ja właściwie robię i jakim cudem zdecydowałam się na spędzenie tygodnia w tłumie nieznanych sobie ludzi. Tak, „cudem” to bardzo dobre słowo. Bo Spływ Stulecia okazał się takim cudownym prezentem od Pana Boga dla mnie.

Zachwyca mnie co roku piękno przyrody, wśród której możemy obozować, cieszę się spotkaniami z pięknymi, bożymi ludźmi, którzy na spływie tworzą jakby jedną, wielką rodzinę, w której każdy czuje się oczekiwany i przyjęty. Tym jednak, co przyciąga mnie najbardziej i sprawia, że już po raz piąty czekam na spływ jako na jedno z najpiękniejszych wydarzeń w roku, jest nieuchwytne i trudne do wyrażenia poczucie, że Spływ Stulecia jest przestrzenią szczególnego działania łaski Bożej. Przestrzenią, w której czuję się jak w domu i niesamowicie odpoczywam doświadczając głębokiego pokoju Bożej Obecności.

Wiele chciałabym jeszcze napisać, ale brakuje mi słów. Bo jak tu ująć w kilkunastu zdaniach takie bogactwo doświadczeń i łask? Na spływ trzeba po prostu pojechać i przeżyć to wszystko na własnej skórze😊 Wszystkich, którzy wybierają się po raz pierwszy muszę jednak ostrzec: to wciąga! 😊 Dziękuję Panu Bogu za przyjaciół, których dał mi na spływie, za dobrych znajomych z którymi spotykam się wiele razy w roku i za całą rodzinę uczestników „Wojciechowych spływów”, na których pomoc zawsze mogę liczyć. I nawet jeśli czasami, jak to w rodzinie, zdarzają się między nami jakieś nieporozumienia, to dla mnie jest to tylko znakiem, że Spływ Stulecia jest ważnym Bożym Dziełem, które złemu bardzo się nie podoba. Mam takie przeczucie, że w tym roku Pan Bóg przygotował dla nas łaski szczególne. A więc – do zobaczenia!

Milena

Szanujemy Twoją prywatność

Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Kliknięcie przycisku „Akceptuj wszystko” oznacza zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.

Niezbędne Wymagane do działania sklepu, koszyka i bezpieczeństwa strony. Zawsze włączone.
Analityczne Pomagają nam ulepszać stronę (Google Analytics).
Marketingowe Google Ads, Facebook Pixel. Pozwalają na dopasowanie reklam.